For better day!

Food Pharmacy – opowieść o jelitach i dobrych bakteriach!

Cześć kochani! Jako, że ostatnio zboczyłam ze ścieżki zdrowego jedzonka, znajomi postanowili
sprowadzić mnie na nią „podstępem” :) Książka, którą dostałam, miała być motywacją do blogowania … no i trzymania diety antyzapalnej! Powiem tak, zadziałało! :) 
DSC_3227

Po pierwsze – jest ona przepięknie wydana! :) co dla estety takiego jak ja, jest tak samo ważne, jak zawartość! 😉

Po drugie – czyta się ją lekko i przyjemnie, gdyż wiedza w niej zawarta jest przekazana w sposób bardzo przystępny! Dla osób, które przeczytały wcześniej Amy Mayers – „Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne” lub zapoznały się z Terry Whals i jej „Fenomenalną kurację” ta lektura będzie po prostu frajdą – utrwaleniem tego, co już wiemy :) dla osób, które sięgną po :Food Pharmacy” w pierwszej kolejności, może to być silny bodziec do zgłębienia tematu diety antyzapalnej.

Dodatkowo! Podejście autorek bardzo mi odpowiada – owszem doszły one do pewnych konkretnych wniosków dotyczących zaleceń dietetycznych w leczeniu stanów zapalnych, znają wytyczne itd. Ale też wiedzą, że świat idei ( nawiązanie do filozofii Platona ) różni się od świata materialnego!! I w świecie materialnym zdarza się im popełniać grzechy i odstępstwa od zasad! Mało tego – nie robią z tego tragedii! „W świecie materialnym nie panikujemy, jeśli zjemy lody albo wypijemy margaritę. Jasne, nie wzmacniają one flory jelitowej, ale nauczyłyśmy się również tego, że strach wcale nam nie pomaga. proponujemy raz na zawsze odłożyć na bok obawę o zdrowie i wyrzuty sumienia”.  Więc bardzo zdroworozsądkowo i holistycznie :) 

W książce znajdziecie kilkanaście przepisów. Niektóre bardzo kuszą, by je wypróbować – m.in. shot wg food pharmacy! Wrzucę Wam go niebawem na bloga – sama jestem ciekawa smaku! 😉 podstawa jest oczywiście mielona kurkuma!

DSC_3230

Są też interesujące i przydatne zestawienia – m.in.dotyczące zawartości błonnika w produktach, indeksu glikemicznego oraz zbiory zasad – np. przykazania flory bakteryjnej! :) Najbardziej podoba mi się ostatnie zalecenie: Ciesz się życiem i nie bądź dla siebie zbyt surowy!

DSC_3228

Powiem tak – poległam w Święta Bożego Narodzenia  – nie udało mi się zrobić bezglutenowych pierogów…i poleciało! :( Kilka miesięcy później czuję ogromną różnicę w samopoczuciu!!! Może protokół to już wyzwanie ponad moje siły ( głównie psychiczne), ale na pewno jestem w stanie wykluczyć niektóre produkty, które ewidentnie działają na mnie źle! Szukajcie swoich rozwiązań dietetycznych, próbujcie, testujcie, obserwujcie organizm! :) i trzymam kciuki za Was i za siebie, żeby to dawało efekty! :)

Gosia

„Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” – coś na kształt recenzji :)

pobrane

W ramach wstępu – przyczynek do napisania recenzji  – powiedziałam wczoraj do męża, że ja to jednak nie lubię gotować (około godzinę przed terminem, w którym któreś z nas powinno się zabrać się za robienie obiadu :) ) . Na to mój małżonek „ A co lubisz robić?” odpowiadam:  „No czytać oczywiście”, na to mąż: „A więc czytaj i pisz recenzje”:) Można by powiedzieć, że nieświadomie zmobilizował człowieka do działania – co oczywiście nie zmieniło faktu, że zrobienie obiadu spadło na mnie… :(

Ale chwilę później, już z pełnym brzuszkiem, świeżo zaparzoną miętą w kubku i kotem na kolanach, zabrałam się do pisania.

Na książkę „Slow life…” natrafiłam podczas poszukiwań prezentu imieninowego dla przyjaciółki – zapracowanej, zabieganej ostatnio.  Pomyślałam, że to będzie dobry upominek, bo przecież ważne w życiu jest życie właśnie i czas nie tylko na zadania, jakie musimy wykonywać, ale też takie, jaki byśmy chcieli. Założyłam więc, że w tego typu pozycjach każdy znajdzie coś dla siebie i czasami warto przypomnieć sobie o pewnych fundamentalnych zasadach. Tak się składa, że kilka dni później sama miałam imieniny i właśnie tą książkę dostałam od siostry ( po małej sugestii z mojej strony oczywiście 😉 )

Przeczytałam lekturę w dwa popołudnia, bo czyta się ją lekko i przyjemnie. Zakreśliłam kilka ważnych dla mnie rzeczy. Z zaleceń, jakie autorka proponuje, nie wdrożyłam jeszcze nic. ALE – nie znaczy to, że nie zamierzam!!! 

Slow life to hasło ostatnio dość modne – więc warto na początek doprecyzować jego znaczenie, którym Joanna Glogaza się posługuje: „To styl życia, w którym stawiamy na jakość nie na ilość. Wolimy zjeść  niewielki kawałek doskonałego ciasta z prawdziwej czekolady niż pół blachy brązowej gąbki bez smaku (…) porzucić konwenanse na rzecz własnych rytuałów i tradycji. Zamiast rzeczami, które „powinniśmy” robić, zająć się sprawami, za którymi tęsknimy.”

Testować marzenia

Rady, zalecenia i przykłady, jakie tu znajdziemy, mają nam pomóc żyć w zgodzie z samym sobą, we własnym tempie, w poczuciu sensu. Mają nas doprowadzić do odnalezienia rzeczy, które tak naprawdę lubimy i chcemy robić. Slow life to celebracja indywidualności. Żeby odkryć, co naprawdę chcemy robić musimy szukać i  próbować nowych rzeczy, testować marzenia. Nic się nie wydarzy, jeśli będziemy siedzieć i narzekać. Nie można się więc bać i trzeba próbować!

Warto też mieć coś, co będziemy robić po prostu, dla samej frajdy i przyjemności, bez nakładania na siebie oczekiwań  i presji. ”Te niepotrzebne z pozoru zainteresowania, zwłaszcza jeśli są z zupełnie innej bajki niż to, czym zajmujemy się na co dzień, pozwalają nam się zrelaksować i przypomnieć sobie, jaką radość daje robienie czegoś zupełnie bezinteresownie”.

W procesie poszukiwania samoświadomości ważne jest, abyśmy nie bali się błądzić. Działania
i podejmowane czynności nie zawsze muszą być trafione. Może robiliśmy coś jakiś czas, ale się nie sprawdziło – nie róbmy więc tego na siłę dalej. Nie chodzi o to, by się szybko poddawać, ale żeby dostrzegać, że coś innego może pojawić się w zamian. Nie trzymajmy się naszych postanowień kurczowo tylko dlatego, że poświeciliśmy im czas i energię. Czasami warto odpuścić
i zmienić kurs.

„Slow zaczyna się w głowie. Jeśli nie nauczymy się utrzymywania równowagi między czasem pracy a odpoczynku i zabawy, nie uporządkujemy swoich priorytetów , nie zadbamy o wartościowe spędzanie wolnego czasu, w drewnianym domku pod lasem będziemy czuć się równie sfrustrowani , jak w centrum wielkiego miasta. A do tego będziemy mieć dalej do kina”. 

Jakie wskazówki i tematy znajdziemy w książce? Według autorki, aby żyć „slow” musimy:

  • Odnaleźć swój rytm – trzeba nauczyć się odpoczywać
  • Należy doceniać to, co mamy – inaczej nie pozbędziemy się uczucia nienasycenia i tymczasowości
  • Musimy zdefiniować cel – trudno dotrzeć do celu, jeśli nie wiemy, dokąd idziemy
  • Poszukać i ustalić priorytety – działamy w tylu dziedzinach jednocześnie, że w żadnej nie zagłębiamy się tak, jakbyśmy sobie życzyli; możemy wszystko – ale nie wszystko na raz;
  • Zorganizować czas – inaczej ciągle będziemy mieć wyrzuty sumienia, że nie zrobiliśmy tego, co chcieliśmy
  • Wziąć odpowiedzialność za swoje marzenia – czyli nie mówić o tym, co chciałabym zrobić, tylko to zrobić
  • Nauczyć się odmawiać – asertywność to uczciwość wobec siebie
  • Nie starać się upodobnić do reszty, nie wpychać się w schematy i żyć na własnych zasadach – pielęgnować własnego „dziwaka” :)

Powyższe „hasła” mają swoje rozwinięcie i przykłady w poszczególnych rozdziałach. Joanna Glogaza dzieli się swoim doświadczeniem i pomaga uporządkować wymienione kwestie.  Nie będę ich streszczać, bo naprawdę zachęcam do przeczytania całości!  Znajdziemy tutaj rady, jak się zdyscyplinować w swoich życiowych czynnościach, jak ważna i pomocna jest siła codziennych rytuałów w dążeniu do celu, jak duża jest moc otwartości, szczerości – które pozwalają zbudować naprawdę wartościową relację z drugim człowiekiem – i dużo, dużo więcej. Ponieważ porady są odniesione do życia codziennego, łatwiej nam się z nimi utożsamić i uwierzyć, że my także możemy je wdrożyć w naszym życiu. Myślę, że z wielu poruszonych tutaj kwestii zdajemy sobie sprawę, ale często o nich zapominamy. Warto więc sobie przypomnieć :) 

Na koniec cytat, który dla mnie jest ważny: „Chociaż mamy ograniczone możliwości kontrolowania tego, co się nam przydarza, jak najbardziej możemy wpływać na naszą postawę wobec tych wydarzeń”.

Gosia

CZAS i „Potęga teraźniejszości”

Dzisiaj nostalgicznie. Może to pogoda tak na mnie działa… może okoliczności – rocznice, które skłaniają mnie do refleksji. Czas. Zawsze go za mało, zawsze za szybko mija. Jak sprawić aby mieć poczucie, że dobrze go wykorzystujemy? Jak żyć, żeby ciągle nie czuć niedosytu i „niedoczasu”. Jak znaleźć tą optymalną receptę na siebie i swoje życie, czuć się spełnionym i szczęśliwym.

E. Tolle

Tolle w „Potędze teraźniejszości” pokazuje nam, że tylko będąc „tu i teraz” możemy uzyskać wewnętrzny spokój. Nie ma innej możliwości. Autor przekonuje, jak ważne jest nauczenie się odcięcia od generowania myśli, które dotyczą przyszłości lub przeszłości i same w sobie obniżają naszą energię życiową, nie zmieniając w zasadzie tego, jak jest. „Głęboko sobie uświadom, że obecna chwila jest wszystkim, co kiedykolwiek będzie Ci dane (…) Poddaj się temu, co jest. Powiedz życiu „tak” – a zobaczysz, że nagle zacznie ono działać na Twoją korzyść, zamiast przeciwko Tobie”. Ważne jest, aby wydostać się spod władzy umysłu i pozwolić zaistnieć teraźniejszości. Dzięki temu pozbędziemy się lęku, który tak naprawdę generuje nasz umysł. Według Tolle’a źródłem wszelkich form lęku jest nadmiar przyszłości i niewystarczająca obecność tu i teraz. Niepokój, stres, troski, to formy lęku, które pojawiają się, gdy myślenie zaczyna nami rządzić.

Istotnym rozróżnieniem w „Potędzie teraźniejszości” jest wyraźne oddzielenie od siebie dwóch pojęć: życia i sytuacji życiowej.

„Sytuacja życiowa trwa w czasie

Życie istnieje teraz.

Sytuacja życiowa jest tworem umysłu.

Życie jest naprawdę”.

Mamy spojrzeć na chwilę obecną i zapytać siebie czy mamy problem w tej właśnie chwili? Nie jutro czy za dziesięć minut, ale właśnie teraz? Bo i owszem w naszej sytuacji życiowej takie problemy mogą być, ale jeśli skupimy się na życiu tu i teraz, to dużo z tych trosk odejdzie. Przytłoczony sytuacją życiową, przestajesz czuć, że żyjesz, istniejesz. Lub dźwigasz w umyśle obłędne brzemię stu różnych spraw, które załatwisz albo może będziesz musiał załatwić w przyszłości, zamiast skupić się na tej jednej jedynej rzeczy, którą masz szansę zrobić właśnie teraz”.

Wydaje mi się, że powyższy cytat, to sedno działania. Bo tak naprawdę myśląc o tym, co mogę robić, nie robię nic. Samo planowanie, snucie domysłów nie wystarcza. Zamiast zastanawiać się pół dnia czy jest dobra pogoda na spacer, po prostu wyjdź z domu i idź. Jeśli poświęcimy się samemu działaniu, zamiast skutkowi, który chcemy osiągnąć, wówczas będziemy obecni a naszym czynnościom będzie towarzyszyła radość i lekkość. Jak pisze Tolle „nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu. Owoc pojawi się sam.”

Ważnym aspektem bycia w teraźniejszości jest nasze wnętrze i emocje. Kiedy narzekamy to zawsze jest to objaw braku zgody na to, co jest. Jednocześnie jest to naładowane negatywną energią. Jeśli coś Cię unieszczęśliwia, masz do wyboru trzy wyjścia:

  1. Wycofaj się z sytuacji
  2. Zmień ją całkowicie
  3. Pogódź się z nią

Niezależnie od wyboru, który jest konieczny, musimy też zaakceptować skutki naszych decyzji. Nie wolno nam tkwić w jakimś nieszczęśliwym układzie. Oczywiście boimy się zmiany, jednak strach nie może nami zawładnąć. Lepiej podjąć działanie niż tkwić w sytuacji, która nas unieszczęśliwia i stresuje.

„Stres powstaje, kiedy jesteś „tu” a wolałbyś być „tam”, lub będąc w teraźniejszości, chcesz się przenieść w przyszłość. Stąd rozdarcie wewnętrzne.”

Jeśli często myślimy „ Co będzie jeśli…”, „A może powinnam…” to utożsamiamy się z naszym umysłem i generujemy lęk.  Nie wiemy, co będzie. Nie martwmy się tym na zapas. Ważne jest obserwowanie naszych emocji i umiejętność ich określenia ( lęk, ból, strach) ale nie powinny one być trwałe, gdyż wówczas staną się one naszym „wewnętrznym pasożytem”.  Takie skumulowane emocje mogą latami w nas żyć, karmiąc się naszą energią i niszcząc nam życie.

„Kiedy skupiasz się na ciszy, cichniesz w sobie (…) Naucz się wyrażać uczucia nie czyniąc wyrzutów. Naucz się słychać drugiego człowieka w sposób otwarty (…) najważniejsze jest dawanie przestrzenie – zarówno innym ludziom, jak i samemu sobie”.

 Choroba, która nas spotyka nie powinna nas definiować. Nie mamy poddawać się idei „choroby”. Jest ona elementem sytuacji życiowej i gdy przestaniemy opatrywać ją myślowymi etykietami, sprowadzimy ją do jednego albo kilku czynników: bólu, osłabienia, niewydolności, niewygody. Oczywiście kiedy cierpimy naturalną reakcją jest, żeby chcemy od choroby uciec, uciec od bólu. Tolle twierdzi, że jeśli nie można z czegoś wyjść, zawsze można przez to przejść. Nie powinniśmy jednak użalać się nad sobą  i opowiadać ludziom o naszej tragedii, bo wówczas jeszcze bardziej w niej ugrzęźniemy.

Zmiany świadomości, jakie porusza autor w książce są naprawdę ważne, ale też bardzo trudne. I choć uczę się każdego dnia, aby być bardziej obecną tu i teraz i nie tworzyć żadnych scenariuszy, to jednak nie zawsze mi się to udaje…

Chyba dużymi szczęśliwcami są Ci, którzy osiągnęli taki stan :)

Myślę, że do tej lektury jeszcze powrócę i za każdym razem znajdę w niej nowe obszary dla siebie, nowe wskazówki, drogowskazy. Zachęcam Was do niej bardzo!

Wnioski na wieczór: będzie jak ma być. A ja się na to godzę.

Gosia 

A. Mayers ” Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne”

Pozycja ostatnia w mojej biblioteczce związanej ze zdrowiem. Zaczynam od niej, bo tak naprawdę jest to książka napisana językiem bardzo przystępnym i zrozumiałym dla laika. Myślę, że każdy, kto dopiero chce się przyjrzeć tematowi, może zacząć właśnie od tej książki. A ten, kto już co „coś” wie, utwierdzi się w przekonaniu, że dieta może zdziałać wiele.

W książce znajdziemy podstawowe elementy programu Mayers – omówione szczegółowo w poszczególnych działach.

Dr Amy Myers, specjalistka w dziedzinie medycyny funkcjonalnej, przedstawia sprawdzoną metodę umożliwiającą zapobiegniecie powstawaniu i cofnięcie skutków licznych chorób. Pierwszym krokiem ku przywróceniu zdrowia jest wyeliminowanie toksycznych pokarmów. Dowiesz się nie tylko, jak wyeliminować cukier i kofeinę, ale również produkty mogące powodować powstawanie stanów zapalnych i zaburzać pracę układu trawiennego. Autorka zaleca również wprowadzenie do diety pokarmów i suplementów sprzyjających odbudowie organizmu, w tym białka wysokiej jakości, zdrowych tłuszczów i probiotyków, które pomogą nam odbudować potencjał jelit. Dzięki niej zidentyfikujesz toksyny w swoim otoczeniu i produktach codziennego użytku: szamponach, mydle, kosmetykach, detergentach itp. Pokonasz infekcje wynikające z reakcji odpornościowej przy jednoczesnym obniżeniu poziomu stresu, który powoduje zwiększenie wrażliwości na szkodliwe czynniki.

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Scroll To Top