Czas podsumowań – czas zmian :)

Kochani! Nadszedł czas, kiedy chciałabym się pochylić nad ostatnimi miesiącami mojego życia. Kończy się bowiem dany mi przez los CZAS na zdrowienie, na odpoczynek. Przez wiele lat żyłam z chorobą i próbowałam ją pokonać jednocześnie

Kochani! Nadszedł czas, kiedy chciałabym się pochylić nad ostatnimi miesiącami mojego życia. Kończy się bowiem dany mi przez los CZAS na zdrowienie, na odpoczynek. Przez wiele lat żyłam
z chorobą i próbowałam ją pokonać jednocześnie funkcjonując normalnie – praca, dom, zakupy, wakacje itd. Nie było to jednak ani łatwe, ani pomocne w leczeniu. Zmęczenie, jakie odczuwałam
z powodu samej choroby dodatkowo było wzmacniane rytmem dnia i wszelkimi jego elementami, rzeczami do „załatwienia”. Myślę, że każdy z Was wie, jak się czuje w piątek, po całym tygodniu pracy – pomyślcie więc, jak czuje się człowiek, który jednocześnie przyjmuje immunosupresję i sterydy. No właśnie 🙁

Przerwa od pracy na jaką się zdecydowałam była podyktowana ogromną chęcią wyzdrowienia! Chęcią poczucia się jak kiedyś, przed chorobą, kiedy wszystko wydawało się możliwe 🙂 Naprawdę głęboko wierzyłam, że odpoczynek fizyczny i psychiczny mi w tym pomoże!

Jak to wyglądało w rzeczywistości?

Po wielu latach pracy w korporacji, życiu w pewnym rytmie i schemacie dnia, bardzo, bardzo trudno odnaleźć się w nowej sytuacji. Pierwsze miesiące, to radość z tego, że można spać do woli, nadrobić wszelkie zaległości w książkach, filmach i serialach 😉 Oczywiście głowa nadal uwikłana jest w pracę, bo jeszcze są telefony, pytania, maile… powoli powoli jednak zaczynamy wchodzić
w nowy rytm. Czy jest to rytm lenistwa? Nie, ale można bardzo łatwo w taki wpaść, bo skoro nie muszę „teraz” to zrobię „później”, albo w sumie jutro…co za różnica? 🙂

U mnie już po kilku tygodniach pojawił się plan „bloga” i oto jest 🙂 Pojawił się CZAS na spacery – o dowolnej porze dnia!! 🙂 Pojawiła się CHĘĆ przygotowania posiłku – ale nie na odczepne, tylko takiego z głębi serca – choć nadal nie uważam, żebym szczególnie lubiła gotować 😉 Pojawiła się SIŁA, żeby zadziałać dietą i WIARA, że może tym razem uda się wdrożoną terapią doprowadzić do długiej remisji!

Gdy głowa przestała być uwikłana w obowiązki zawodowe, zaczęła szukać tego, co chciałaby robić 🙂 bo choć plusów z czasu wolnego jest sporo, to jednak istnieje duże ryzyko, że nasza psychika padnie – że nagle z tego nadmiaru czasu zaczniemy tworzyć scenariusze wszelkie, zaczniemy gdybać, czarno-widzieć, odczuwać lęki, a każdy sygnał organizmu interpretować jako progresję choroby!!! Dlatego trzeba mieć cel i się czymś zająć – odnaleźć pasję 🙂

Moje leczenie trwa, leki nadal biorę, nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy tym razem terapia wzmocniona odpoczynkiem da lepsze efekty – dam Wam znać 🙂 jedno jest pewne  – CZAS, który dostałam dał mi bardzo dużo, był przerwą i wyrwaniem się z kołowrotku, w jakim żyłam. Naprawdę czuję, że jako człowiek przez te półtora roku zrobiłam dla siebie więcej niż przez ostatnią dekadę! I choć nadal nie jest mi łatwo po prostu usiąść na leżaku i cieszyć się słońcem, to cały czas próbuję! Nic nam nie wróci CZASU – więc jeśli kiedykolwiek będziecie mieć taki dla siebie, to wykorzystajcie do w 100%, żeby nie żałować 🙂

DSC_1602

Ja swojego nie żałuję 🙂 i nawet jeśli były w nim dni totalnie bezproduktywne, leniwe – to one też były potrzebne!! Pozwólmy sobie czasem na chorowanie, nie udowadniając światu i wszystkim dookoła, że damy radę działać na pełnych obrotach 🙂 bo może i damy radę – ale jakim kosztem?

Nie chodzi o to, aby się nad sobą rozczulać, ale jeśli trzeba zwolnić tempo…bo świat nie zwolni go dla nas, on nadal pędzi po swojemu. To nasze decyzje mają wpływ na nasze zdrowie i życie – nie bójmy się ich 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *