For better day!

CZAS i „Potęga teraźniejszości”

Dzisiaj nostalgicznie. Może to pogoda tak na mnie działa… może okoliczności – rocznice, które skłaniają mnie do refleksji. Czas. Zawsze go za mało, zawsze za szybko mija. Jak sprawić aby mieć poczucie, że dobrze go wykorzystujemy? Jak żyć, żeby ciągle nie czuć niedosytu i „niedoczasu”. Jak znaleźć tą optymalną receptę na siebie i swoje życie, czuć się spełnionym i szczęśliwym.

E. Tolle

Tolle w „Potędze teraźniejszości” pokazuje nam, że tylko będąc „tu i teraz” możemy uzyskać wewnętrzny spokój. Nie ma innej możliwości. Autor przekonuje, jak ważne jest nauczenie się odcięcia od generowania myśli, które dotyczą przyszłości lub przeszłości i same w sobie obniżają naszą energię życiową, nie zmieniając w zasadzie tego, jak jest. „Głęboko sobie uświadom, że obecna chwila jest wszystkim, co kiedykolwiek będzie Ci dane (…) Poddaj się temu, co jest. Powiedz życiu „tak” – a zobaczysz, że nagle zacznie ono działać na Twoją korzyść, zamiast przeciwko Tobie”. Ważne jest, aby wydostać się spod władzy umysłu i pozwolić zaistnieć teraźniejszości. Dzięki temu pozbędziemy się lęku, który tak naprawdę generuje nasz umysł. Według Tolle’a źródłem wszelkich form lęku jest nadmiar przyszłości i niewystarczająca obecność tu i teraz. Niepokój, stres, troski, to formy lęku, które pojawiają się, gdy myślenie zaczyna nami rządzić.

Istotnym rozróżnieniem w „Potędzie teraźniejszości” jest wyraźne oddzielenie od siebie dwóch pojęć: życia i sytuacji życiowej.

„Sytuacja życiowa trwa w czasie

Życie istnieje teraz.

Sytuacja życiowa jest tworem umysłu.

Życie jest naprawdę”.

Mamy spojrzeć na chwilę obecną i zapytać siebie czy mamy problem w tej właśnie chwili? Nie jutro czy za dziesięć minut, ale właśnie teraz? Bo i owszem w naszej sytuacji życiowej takie problemy mogą być, ale jeśli skupimy się na życiu tu i teraz, to dużo z tych trosk odejdzie. Przytłoczony sytuacją życiową, przestajesz czuć, że żyjesz, istniejesz. Lub dźwigasz w umyśle obłędne brzemię stu różnych spraw, które załatwisz albo może będziesz musiał załatwić w przyszłości, zamiast skupić się na tej jednej jedynej rzeczy, którą masz szansę zrobić właśnie teraz”.

Wydaje mi się, że powyższy cytat, to sedno działania. Bo tak naprawdę myśląc o tym, co mogę robić, nie robię nic. Samo planowanie, snucie domysłów nie wystarcza. Zamiast zastanawiać się pół dnia czy jest dobra pogoda na spacer, po prostu wyjdź z domu i idź. Jeśli poświęcimy się samemu działaniu, zamiast skutkowi, który chcemy osiągnąć, wówczas będziemy obecni a naszym czynnościom będzie towarzyszyła radość i lekkość. Jak pisze Tolle „nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu. Owoc pojawi się sam.”

Ważnym aspektem bycia w teraźniejszości jest nasze wnętrze i emocje. Kiedy narzekamy to zawsze jest to objaw braku zgody na to, co jest. Jednocześnie jest to naładowane negatywną energią. Jeśli coś Cię unieszczęśliwia, masz do wyboru trzy wyjścia:

  1. Wycofaj się z sytuacji
  2. Zmień ją całkowicie
  3. Pogódź się z nią

Niezależnie od wyboru, który jest konieczny, musimy też zaakceptować skutki naszych decyzji. Nie wolno nam tkwić w jakimś nieszczęśliwym układzie. Oczywiście boimy się zmiany, jednak strach nie może nami zawładnąć. Lepiej podjąć działanie niż tkwić w sytuacji, która nas unieszczęśliwia i stresuje.

„Stres powstaje, kiedy jesteś „tu” a wolałbyś być „tam”, lub będąc w teraźniejszości, chcesz się przenieść w przyszłość. Stąd rozdarcie wewnętrzne.”

Jeśli często myślimy „ Co będzie jeśli…”, „A może powinnam…” to utożsamiamy się z naszym umysłem i generujemy lęk.  Nie wiemy, co będzie. Nie martwmy się tym na zapas. Ważne jest obserwowanie naszych emocji i umiejętność ich określenia ( lęk, ból, strach) ale nie powinny one być trwałe, gdyż wówczas staną się one naszym „wewnętrznym pasożytem”.  Takie skumulowane emocje mogą latami w nas żyć, karmiąc się naszą energią i niszcząc nam życie.

„Kiedy skupiasz się na ciszy, cichniesz w sobie (…) Naucz się wyrażać uczucia nie czyniąc wyrzutów. Naucz się słychać drugiego człowieka w sposób otwarty (…) najważniejsze jest dawanie przestrzenie – zarówno innym ludziom, jak i samemu sobie”.

 Choroba, która nas spotyka nie powinna nas definiować. Nie mamy poddawać się idei „choroby”. Jest ona elementem sytuacji życiowej i gdy przestaniemy opatrywać ją myślowymi etykietami, sprowadzimy ją do jednego albo kilku czynników: bólu, osłabienia, niewydolności, niewygody. Oczywiście kiedy cierpimy naturalną reakcją jest, żeby chcemy od choroby uciec, uciec od bólu. Tolle twierdzi, że jeśli nie można z czegoś wyjść, zawsze można przez to przejść. Nie powinniśmy jednak użalać się nad sobą  i opowiadać ludziom o naszej tragedii, bo wówczas jeszcze bardziej w niej ugrzęźniemy.

Zmiany świadomości, jakie porusza autor w książce są naprawdę ważne, ale też bardzo trudne. I choć uczę się każdego dnia, aby być bardziej obecną tu i teraz i nie tworzyć żadnych scenariuszy, to jednak nie zawsze mi się to udaje…

Chyba dużymi szczęśliwcami są Ci, którzy osiągnęli taki stan :)

Myślę, że do tej lektury jeszcze powrócę i za każdym razem znajdę w niej nowe obszary dla siebie, nowe wskazówki, drogowskazy. Zachęcam Was do niej bardzo!

Wnioski na wieczór: będzie jak ma być. A ja się na to godzę.

Gosia 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Scroll To Top